Leżała sobie kartka na stole,
Wiatr ją zaczepiał delikatnie.
Muskał ją, głaskał, podrywał ją trochę
Bo strasznie mu się spodobała.
A ona nieśmiała, wszak była tak biała
Jak śnieg na biegunie północnym.
Mówiła mu, Przestań i Przestań i Przestań,
A on się nie słuchał jej wcale.
Przestań mówiła, choć w środku wiedziała,
Że wcale nie chce by przestał.
Dużo bardziej wolała by porwał ją Wiatr
I poniósł w niebieskie przestworza.
A on też tak marzył, lecz się nie odważył
Bo wiedział, że tak nie przystaje
Porywać Białe Damy i nieść je w przestworza
I nic sobie z tego nie robić.
I trwali tak zatem, i Kartka i Wicher
Oboje się bali coś zrobić.
Jedno milcząco się okłamywało
A drugiemu wszak nie wypadało.
Kartka na stole
taking my time
slowly changing myself
taking my time to change
last time I rushed I fell even faster
I don’t want to do that again
so I’m taking my time
facing the truth is so hard
but that’s the way it just has to be
no point living in lies anymore
the truth will set me free
but I’m taking my time